PRACowniA

maj 16, 2008

O wypieraniu niektórych emocji i IV przykazaniu

Kategoria wpisu: Psychologia — iza @ 2:00 pm
Tags: ,

Alice Miller - “Bunt ciała”

Emocje to nie luksus, lecz wielostrunowy instrument, wspierający nas w walce o przetrwanie.
- - Antonio R. Damasio

Bez wspomnień z dzieciństwa czujesz się jak ktoś, kto zmuszony jest stale dźwigać ze sobą skrzynię, której zawartości nie zna. Im jesteś starszy, tym cięższa wydaje ci się ta skrzynia i tym bardziej chciałbyś ją wreszcie otworzyć.
- - Jurek Becker

Głównym tematem wszystkich moich książek jest zaprzeczanie prawdzie o cierpieniach naszego dzieciństwa.(…)

Pojęcia, którymi się posługuję, zachowują natomiast – niezależnie od kontekstu – zawsze takie samo znaczenie. Tak na przykład słowo “podświadomy” oznacza wyłącznie wyparte, odszczepione, nie dopuszczane do świadomości treści (wspomnienia, emocje, potrzeby). Składają się one na historię człowieka, która jest w całości zapisana w jego ciele, lecz tylko w niewielkim stopniu uświadamiana. Stosownie do tego pojęcia “prawda” używam nie w sensie metafizycznym, lecz wyłącznie w sensie subiektywnym, zawsze w odniesieniu do konkretnego człowieka. Często mówię o „jego” lub „jej” prawdzie, o historii określonej osoby, ujawnionej i poświadczonej przez jej emocje. Słowo “emocja” oznacza dla mnie nie zawsze świadomą, ale niezmiernie istotną reakcję ciała na zdarzenia zewnętrzne lub wewnętrzne, np. strach przed burzą, wściekłość po stwierdzeniu, że padło się ofiarą oszustwa lub radość z upragnionego prezentu. Słowa “uczucie” używam natomiast raczej w odniesieniu do świadomie przeżytych emocji. Zamykanie oczu na emocje uważam natomiast za luksus – niezmiernie kosztowny i najczęściej (auto)destrukcyjny.

Książka ta mówi o konsekwencjach, jakie ma dla naszego ciała zapieranie się autentycznych, silnych emocji. Żądają od nas tego między innymi również moralność i religia. Na podstawie doświadczeń zebranych przeze mnie w trakcie psychoterapii –zarówno mojej własnej, jak i wielu innych ludzi – stwierdziłam, że osoby maltretowane w dzieciństwie są w stanie zadośćuczynić czwartemu przykazaniu jedynie dzięki całkowitemu wyparciu i odszczepieniu swych autentycznych emocji. Nie mogą kochać i szanować rodziców, bo ciągle jeszcze się ich podświadomie boją. Nawet jeśli bardzo by tego chcieli, nie są w stanie nawiązać z nimi swobodnych, opartych na zaufaniu relacji. Zazwyczaj łączy ich z rodzicami chorobliwa więź, połączenie strachu i poczucia obowiązku, która w żadnym wypadku nie jest miłością, lecz tylko jej atrapą. Poza tym ludzie, którzy byli maltretowani w dzieciństwie, często przez całe życie czekają na to, że w końcu zostaną obdarzeni miłością, której dotychczas nie doświadczyli. Te oczekiwania umacniają ich przywiązanie do rodziców, które w religii określane jest jako miłość i uznawane za cnotę. Tak postępuje, niestety, również większość terapeutów, ponieważ pozostają oni wierni nakazom tradycyjnej moralności. Koszty tej moralności ponosi jednak ciało.

Jeżeli człowiek wmawia sobie, że czuje to, co czuć powinien i stara się usilnie nie czuć tego, co uważa za niestosowne, zaczyna chorować, chyba że każe za to płacić swoim dzieciom, wykorzystując je do projekcji własnych tłumionych emocji. (…)

Ciało często reaguje chorobą na długotrwałe lekceważenie jego ważnych funkcji życiowych. Należy do nich między innymi wierność naszej prawdziwej historii. Dlatego też książka ta zajmuje się przede wszystkim konfliktem między tym, co czujemy i wiemy, co pamięta nasze ciało, a tym, co czuć chcemy, aby zadośćuczynić normom moralnym, które przyswoiliśmy sobie we wczesnym dzieciństwie. Okazuje się, że między innymi także jedna z powszechnie uznanych norm, mianowicie nakaz bezwzględnego kochania i szanowania naszych rodziców, bardzo często nie pozwala nam na uświadomienie sobie prawdziwych emocji (…)

Z własnego doświadczenia wiem, że moje ciało jest dla mnie źródłem wszystkich informacji potrzebnych w drodze ku coraz większej samoświadomości i autonomicznej tożsamości. Dopiero wtedy, gdy pozwoliłam sobie na świadome odczucie i przeżycie tak długo tłumionych emocji, zaczęłam stopniowo wychodzić z cienia mojej przeszłości. Prawdziwych uczuć nie można wymusić. One po prostu są i zawsze mają jakąś przyczynę, nawet jeżeli bardzo często jej nie dostrzegamy. Nie mogę zmusić się do kochania czy choćby tylko szanowania moich rodziców, jeżeli buntuje się przeciwko temu moje ciało z powodów, które są mu dobrze znane. Jeżeli jednak mimo to chcę zadośćuczynić nakazowi kochania i szanowania rodziców, zaczynam żyć w stresie, jak zawsze wtedy, gdy wymagam od siebie czegoś niemożliwego. Z powodu tego stresu cierpiałam niemal przez całe moje życie. Próbowałam wmówić sobie pozytywne uczucia, a ignorować negatywne po to, by żyć w zgodzie z normami moralnymi, z systemem wartości, który akceptowałam, a właściwe dlatego, aby moi rodzice mnie kochali. Moje rachuby jednak zawiodły. W końcu musiałam zrozumieć, że miłości nie da się wymusić, jeżeli jej nie ma. Z drugiej strony jednak stwierdziłam, że jestem zdolna do całkowicie spontanicznego odczuwania miłości, na przykład do moich dzieci, do moich przyjaciół, choć nie wymagają tego ode mnie żadne normy moralne. Działo się tak wtedy, gdy czułam się całkowicie wolna i otwarta na wszystkie moje emocje, także negatywne.

Świadomość, że nie jestem w stanie manipulować moimi emocjami, że nie mogę udawać ani przed sobą, ani przed innymi, sprawiła mi dużą ulgę, przyniosła poczucie wyzwolenia. Dopiero wtedy zobaczyłam, ilu ludzi niemal zamęcza się na śmierć – tak jak ja to robiłam wcześniej – próbując zadośćuczynić nakazowi kochania i szanowania swoich rodziców i nie widzi, jaką cenę każą płacić za to swojemu ciału lub swoim dzieciom. Jeżeli odbywa się to kosztem dzieci, można żyć nawet sto lat, nie poznawszy prawdy o tym, że oszukujemy samych siebie, bo ciało nam tego nie powie.

Gdyby matka, która mimo usilnych starań nie potrafi pokochać swojego dziecka, ponieważ sama w dzieciństwie nie doświadczyła miłości, przyznała się do tego otwarcie, zostałaby z pewnością uznana za osobę niemoralną. Ja jednak uważam, że właśnie uznanie swych prawdziwych uczuć umożliwiłoby jej zbudowanie uczciwej, nieobciążonej kłamstwem relacji z dzieckiem i okazanie mu prawdziwego wsparcia.

Kiedy dziecko przychodzi na świat potrzebuje miłości rodziców, to znaczy uwagi, opieki, życzliwości, pielęgnacji i bliskiego kontaktu. Jeżeli tego wszystkiego doświadczy, jego ciało zachowa dobre wspomnienia, a człowiek dorosły będzie potrafił przekazać tę miłość własnym dzieciom. Jeżeli jednak tego wszystkiego zabrakło, w człowieku przez całe życie pozostaje tęsknota za zaspokojeniem jego pierwszych żywotnych potrzeb. Jako człowiek dorosły przenosi ją później na relacje z innymi ludźmi. Inaczej mówiąc, im mniej dziecko otrzymało miłości, im bardziej było odrzucane i maltretowane pod pozorem wychowania, tym bardziej człowiek dorosły przywiązany jest do rodziców i osób, na które przeniósł swoje oczekiwania, w nadziei, że kiedyś wreszcie zostaną spełnione. Jest to normalna reakcja ciała. Ono wie, czego mu brakuje, nie może o tym zapomnieć i czeka aż ta luka zostanie wypełniona.

Im człowiek jest starszy, tym trudniej mu otrzymać od innych ludzi miłość, której kiedyś odmówili mu rodzice. Jego oczekiwania jednak w żadnym razie nie maleją. Przenosi je jedynie na relacje z innymi ludźmi, przede wszystkim z własnymi dziećmi i wnukami, chyba że uda mu się zrozumieć zasadę działania tego mechanizmu. Jeżeli przestaniemy zapierać się własnych uczuć i je tłumić, spróbujemy uświadomić sobie, jakie naprawdę było nasze dzieciństwo, będziemy w stanie sami zadbać o swoje potrzeby, na których zaspokojenie czekamy od urodzenia lub nawet jeszcze dłużej. Możemy sami obdarzyć się uwagą, szacunkiem, zrozumieniem dla własnych emocji, potrzebną opieką, bezwarunkową miłością – wszystkim, czego nie dostaliśmy od rodziców.

Aby tak się stać mogło, musimy pokochać dziecko, którym kiedyś byliśmy, bo inaczej nie będziemy wiedzieć, na czym miłość polega. Jeżeli chcemy się tego nauczyć w trakcie terapii, potrzebujemy ludzi, którzy zaakceptują nas takimi, jakimi jesteśmy, obdarzą opieką, szacunkiem, sympatią i swoją autentyczną obecnością, którzy pomogą nam zrozumieć, jak staliśmy się takimi, jakimi jesteśmy. To podstawowe doświadczenie jest konieczne, abyśmy mogli stać się rodzicem dla tkwiącego w nas, dręczonego kiedyś dziecka. Nie może nas tego nauczyć terapeuta, chcący wtłoczyć nas w sztywne ramy teorii psychoterapeutycznej, której jest zwolennikiem, ani psychoanalityk, którego uczono, że wobec opowiadań pacjenta o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa należy zachować postawę neutralną i interpretować je jako fantazje. My potrzebujemy terapeuty empatycznego, który podzieli nasze przerażenie i oburzenie, gdy krok po kroku odkrywać będziemy przed nim i przed sobą emocje, wywołane świadomością, jak bardzo cierpiało to małe dziecko, jak bardzo osamotnione było w swej rozpaczliwej walce o przetrwanie, którą zmuszone było toczyć tak długo. Potrzebujemy wsparcia takiej osoby (nazywam ją świadomym świadkiem), abyśmy sami mogli wspierać tkwiące w nas dziecko, to znaczy rozumieć mowę jego ciała i jego potrzeby, zamiast je ignorować tak, jak to czyniliśmy dotychczas na wzór naszych rodziców.

To, o czym tutaj mówię, jest całkowicie realistyczne. Dzięki wsparciu empatycznego, nie-neutralnego terapeuty możemy odnaleźć swoją prawdę. W trakcie tego procesu możemy uwolnić się od naszych dolegliwości psychosomatycznych, od depresji, odzyskać radość życia, wyjść ze stanu permanentnego wyczerpania, odczuć przypływ energii, bo nie musimy jej już zużywać na wypieranie naszej prawdy. Tak charakterystyczne dla depresji uczucie zmęczenie pojawia się mianowicie zawsze wtedy, gdy tłumimy nasze silne emocje, kiedy bagatelizujemy i ignorujemy zapisane w naszym ciele wspomnienia.

Dlaczego więc tak rzadko terapie kończą się sukcesem? Dlaczego większość ludzi, łącznie ze specjalistami, woli raczej wierzyć w siłę działania leków niż zaufać temu, co mówi ciało? Ono wie przecież najlepiej, czego nam brakuje, czego potrzebujemy, co nie wychodzi nam na dobre, na co reagujemy alergicznie. Wielu ludzi woli jednak raczej sięgnąć po środki farmakologiczne, narkotyki, alkohol niż wsłuchać się w mowę ciała, przez co jeszcze bardziej odgradzają się oni od swojej prawdy. Dlaczego? Bo prawda jest bardzo bolesna? Tak niewątpliwie jest. Ból jednak z czasem mija, a wsparcie ze strony drugiej osoby pomaga go znieść. Moim zdaniem problem polega właśnie na braku tego wsparcia, bowiem, jak się wydaje, nasza moralność uniemożliwia większości terapeutów okazanie pomocy maltretowanemu niegdyś dziecku i dostrzeżenie skutków doświadczeń urazowych z okresu wczesnodziecięcego. Są oni posłuszni przykazaniu, które nakazuje nam czcić naszych rodziców, „abyśmy długo żyli i dobrze nam się powodziło”.

Wniosek, że właśnie ten nakaz moralny uniemożliwia wyleczenie urazów z wczesnego dzieciństwa nasuwa się niejako sam. Nie jestem zdziwiona faktem, że problem ten nie stał się nigdy przedmiotem publicznej dyskusji. Siła i zasięg oddziaływania nakazu kochania i szanowania rodziców są tak wielkie, ponieważ opiera się on na naturalnej więzi małego dziecka z jego rodzicami. Nawet najwięksi filozofowie i pisarze nie odważyli się nigdy go zaatakować. Choć Nietzsche bardzo ostro krytykował chrześcijańską moralność, nigdy nie atakował swojej rodziny. W każdym maltretowanym w dzieciństwie człowieku drzemie bowiem strach małego dziecka, że zostanie ukarane, jeżeli zbuntuje się przeciw postępowaniu rodziców. Strach ten jednak jest obecny tylko tak długo, jak długo go sobie nie uświadamiamy. Kiedy go rozpoznamy i nazwiemy, zacznie z czasem ustępować.

Nakaz bezwzględnego kochania i szanowania rodziców połączony z oczekiwaniami wewnętrznego dziecka powoduje, że większość terapeutów opiera psychoterapię na tych samych zasadach wychowawczych, których skutki zmusiły ich pacjentów do szukania pomocy. Wielu terapeutów nadal związanych jest z własnym rodzicami pasmem niespełnionych dziecięcych oczekiwań. Nazywają oni to miłością i próbują ten rodzaj miłości zaoferować pacjentowi jako rozwiązanie jego problemu. Uważają, że warunkiem wyzdrowienia jest przebaczenie. Zdają się nie zauważać, że jest to pułapka, w której się sami znajdują. Samo przebaczenie bowiem nigdy jeszcze nie spowodowało wyzdrowienia.

Siła oddziaływania tego nakazu, którego słuszności – co znamienne – nikt nigdy nie zakwestionował, wynika z faktu, że opiera się on na fizjologicznej więzi dziecka z rodzicami. Zachowujemy się więc tak, jak byśmy wszyscy byli ciągle jeszcze dziećmi, którym nie wolno kwestionować nakazów rodziców. Jednak jako osoby dorosłe mamy prawo do postawienia pewnych pytań, nawet jeżeli zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo byliby nimi zaszokowani nasi rodzice. (…)

W przeszłości nakaz bezwzględnego kochania i szanowania rodziców stanowić mógł pewną formę zabezpieczenia ich losu na starość i z tego punktu widzenia mógł być wtedy konieczny. Dzisiaj już takiej potrzeby nie ma. Dlaczego więc ciągle ma on tak wielki wpływ na ludzi? Zawiera bowiem w sobie pewną groźbę czy nawet próbę szantażu – jeżeli chcesz długo żyć, musisz szanować swoich rodziców, nawet jeżeli oni na to nie zasługują, bo inaczej przedwcześnie umrzesz.

Większość ludzi zachowuje to przykazanie, chociaż wywołuje ono w nich zamęt i lęk. Myślę, że należy wreszcie potraktować poważnie doświadczenia urazowe z okresu wczesnego dzieciństwa i ich wpływ na życie człowieka, a co za tym idzie uwolnić się spod jego władzy. Nie oznacza to jednak w żadnym razie, że mamy potraktować naszych rodziców z takim samym okrucieństwem, z jakim oni nas traktowali. Chodzi o to, abyśmy potrafili zobaczyć, jacy oni byli naprawdę, jak obchodzili się z nami, gdy byliśmy małymi dziećmi, po to, abyśmy potrafili uwolnić nas samych i nasze dzieci od przymusu powtarzania tego samego wzorca zachowań. Musimy rozstać się z uwewnętrznionymi rodzicami, którzy w dalszym ciągu oddziałują na nas destrukcyjnie, bo tylko w ten sposób osiągniemy stan zgody na nasze życie i nauczymy się szanować siebie samych. (…)

We wszystkich moich książkach usiłuję, w różny sposób i w różnych kontekstach, pokazać, jak doświadczenie „czarnej pedagogiki” w dzieciństwie ogranicza później żywotność człowieka, jak osłabia lub nawet zabija poczucie własnej tożsamości, umiejętność rozpoznawania i nazywania własnych uczuć i potrzeb. „Czarna pedagogika” wychowuje posłusznych, dostosowanych ludzi, którzy nauczyli się ufać jedynie swojej masce, ponieważ jako dzieci żyli w ustawicznym strachu przed karą. Motywem przewodnim ich dzieciństwa było: „Wychowuję cię tak, bo chcę dla ciebie jak najlepiej. Nawet jeżeli cię biję lub dręczę słowami, robię to tylko dla twojego dobra.”

Węgierski pisarz, laureat nagrody Nobla, Imre Kertész opowiada w powieści Los utracony o swoim przyjeździe do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Był wtedy piętnastoletnim chłopcem i usiłował wmawiać sobie, że wszystko, z czym się tutaj zetknął, jest dla niego dobre i korzystne. Inaczej, jak pisze, pewnie umarłby ze strachu.

Przypuszczalnie tak samo zachowuje się każde maltretowane dziecko, chcąc przetrwać. Nadaje inny sens temu, czego doświadcza i usiłuje dopatrywać się korzyści tam, gdzie osoba postronna widzi tylko gwałt i nadużycie. Dziecko nie ma wyboru, musi zapierać się swoich przeżyć, jeżeli nie ma przy sobie osoby, która je wspiera, i zdane jest całkowicie na łaskę swych dręczycieli. Wybór ma dopiero człowiek dorosły, jeśli ma szczęście spotkać na swojej drodze osobę, która będzie mu towarzyszyła w jego historii, stanie się dla niego świadomym świadkiem. Może wtedy dopuścić swoją historię do świadomości, przestać okazywać zrozumienie i współczucie tym, którzy go skrzywdzili, świadomie przeżyć swoje wyparte i odszczepione emocje, które były reakcją na tę krzywdę i jednoznacznie ocenić, jak bardzo go skrzywdzono. Ten krok przynosi ciału wielką ulgę. Kiedy człowiek dorosły decyduje się poznać całą swoją prawdę, jego ciało nie musi już bezustannie przypominać mu za pośrednictwem różnego rodzaju dolegliwości o tragicznej historii tkwiącego w nim dziecka, czuje się przez niego rozumiane, szanowane, chronione.

„Wychowanie” oparte na przemocy jest dla mnie równoznaczne ze znęcaniem się, ponieważ nie tylko odmawia ono dziecku prawa do godności i szacunku, należnych mu jako istocie ludzkiej, ale stanowi swego rodzaju system totalitarny, uniemożliwiający świadome przeżycie doświadczanych krzywd i upokorzeń, nie wspominając już o możliwości obrony. Człowiek dorosły powiela potem ten wzorzec wychowania w odniesieniu do własnych dzieci, do partnerów, w miejscu pracy, w polityce; zawsze wtedy, gdy próbuje on z pozycji siły bronić się przed lękiem tkwiącego w nim zdezorientowanego dziecka. Stąd biorą się dyktatorzy i ludobójcy, starający się przy użyciu siły wymusić szacunek, którego odmówiono im w dzieciństwie. (…)

W San Diego w USA przeprowadzono ankietę, w której wzięło udział 17 000 ludzi w wieku około 57 lat. Pytano ich o to, jak oceniają swoje dzieciństwo i na co w swoim życiu chorowali. Okazało się, że ludzie maltretowani w dzieciństwie o wiele częściej zapadali na ciężkie choroby niż ci, którzy jako dzieci nie byli bici ani krzywdzeni w inny sposób. Ci ostatni jako ludzie dorośli prawie w ogóle nie chorowali. Tytuł krótkiego artykułu na ten temat brzmiał: Jak przemienić złoto w ołów. Autor przesłał mi ten artykuł z następującym komentarzem: wyniki badań są jednoznaczne, bardzo wymowne, ale utajnione.

Dlaczego utajnione? Ponieważ nie można było ich opublikować, nie oskarżając tym samym rodziców, a to jest w naszym społeczeństwie ciągle jeszcze zabronione. Obecnie specjaliści w coraz większym stopniu skłonni są twierdzić, że choroby psychiczne ludzi dorosłych uwarunkowane są genetycznie, nie zaś spowodowane na przykład konkretnymi doświadczeniami urazowymi lub błędami wychowawczymi rodziców w dzieciństwie. Także niezmiernie interesujące wyniki badań nad dzieciństwem schizofreników z lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku nie zostały do dnia dzisiejszego udostępnione opinii publicznej, a jedynie opublikowane w czasopismach fachowych. Wspierana przez fundamentalizm wiara w nieograniczoną moc genetyki nadal triumfuje.

W Wielkiej Brytanii problemem tym zajmował się bardzo znany psycholog kliniczny Oliver James, który przedstawił go w swojej książce “They F*** You Up”. Publikacja ta, ogólne rzecz biorąc, wywołuje mieszane uczucia, ponieważ można odnieść wrażenie, że autor sam się przestraszył konsekwencji własnych odkryć. Przestrzega nawet wyraźnie przed obarczaniem rodziców odpowiedzialnością za cierpienia ich dzieci. Książka przedstawia jednak wyniki wielu badań i studiów, które dowodzą, że czynniki genetyczne mają niewielki wpływ na rozwój chorób psychicznych.

Temat dzieciństwa unikany jest bardzo starannie przez wielu terapeutów. Wprawdzie początkowo zachęcają oni klientów do uświadomienia sobie tkwiących w nich silnych emocji, kiedy one jednak się budzą, a wraz z nimi wyparte wspomnienia z dzieciństwa o wykorzystywaniu, upokarzaniu, doświadczeniach urazowych w pierwszych latach życia, zdarza się często, że terapeuci nie potrafią sobie z tym poradzić, bo sami jeszcze nie przebyli tej drogi. Psychoterapeutów, którzy potrafili uporać się z traumatycznymi doświadczeniami własnego dzieciństwa, spotkać można raczej rzadko. Większość z nich proponuje swoim klientom reguły „czarnej pedagogiki”, tzn. wierność normom moralnym, które właśnie stały się powodem ich choroby. Ciało nie rozumie nakazów moralnych, nie da się oszukać słowami, tak jak się to dzieje z naszym umysłem. Ciało jest strażnikiem naszej historii, pamięta bowiem wszystkie nasze życiowe doświadczenia i troszczy się o to, abyśmy byli w stanie z naszą prawdą przeżyć. Stara się zmusić nas za pośrednictwem różnych dolegliwości do uświadomienia sobie naszej historii, byśmy potrafili zrozumieć tkwiące w nas wykorzystywane i upokarzane niegdyś dziecko.

***
Osobiście doświadczyłam bicia w celu wymuszenia posłuszeństwa już w pierwszych miesiącach mojego życia. Przez wiele lat oczywiście nie miałam o tym pojęcia. Zgodnie z tym, co mówiła moja matka, jako małe dziecko byłam taka grzeczna, że ona nie miała ze mną żadnych problemów. Zawdzięczała to, jak twierdziła, konsekwentnemu stosowaniu swoich metod wychowawczych w czasie, kiedy byłam jeszcze niemowlęciem. Dlatego tak długo nie miałam żadnych wspomnień z pierwszych lat życia. Dopiero w trakcie mojej ostatniej terapii powiedziały mi o tym moje silne emocje. Ujawniły się one wprawdzie w powiązaniu z innymi osobami, ale stopniowo udało mi się odkryć źródło ich pochodzenia, zintegrować je jako świadome, zrozumiałe uczucia i krok po kroku zrekonstruować historię mojego wczesnego dzieciństwa. W ten sposób uwolniłam się wreszcie od dręczących mnie tak długo lęków, których przyczyny nie rozumiałam, i dzięki wsparciu empatycznego terapeuty udało mi się zaleczyć dawne rany.

Lęki te związane były w pierwszym rzędzie z moją potrzebą bliskiego kontaktu, której moja matka nie tylko nie rozumiała i nie zaspokajała, ale wręcz traktowała jako występek i karała, ponieważ nie mieściła się ona w sztywnych ramach jej systemu wychowawczego. Tę potrzebę kontaktu okazywałam najpierw poprzez płacz, potem przez stawianie pytań oraz opowiadanie o własnych uczuciach i myślach. Na mój płacz moja matka odpowiadała jednak klapsami, na pytania kłamstwami, a wyrażania uczuć i myśli po prostu mi zabroniła. Karała mnie za to, nie odzywając się do mnie całymi dniami. Ponieważ nie interesowało jej to, jaka jestem naprawdę, musiałam stale ukrywać przed nią moje prawdziwe uczucia.

Moja matka była osobą bardzo wybuchową, ale nigdy nie zastanawiała się nad własnymi emocjami. Była sfrustrowana i niezadowolona z życia, a w związku z tym stale mnie za wszystko obwiniała. Kiedy broniłam się przed tą niesprawiedliwością lub usiłowałam dowieść własnej niewinności, odbierała to jako atak na siebie i często bardzo surowo karała. Ponieważ czuła się przeze mnie atakowana, uznawała, że tak właśnie jest. Aby móc stwierdzić, że jej emocje mają zupełnie inną przyczynę niż moje zachowanie, musiałaby się nad nimi zastanowić, a nie miała zwyczaju tego robić. Nigdy nie okazała mi, że jest jej przykro, że czegoś żałuje. Zawsze uważała, że „ma słuszność”. To powodowało, że moje dzieciństwo upłynęło w atmosferze reżimu totalitarnego. (…)

Wprawdzie już od czasów Wilhelma Reicha wiadomo, że silne emocje można podczas terapii przywrócić do świadomości, to jednak dopiero dzisiaj, dzięki wynikom badań neuropsychologów, takich jak Joseph Le-Doux, Antonio R. Damasio, Bruce D. Perry, zjawisko to można wytłumaczyć bardziej szczegółowo. Z jednej strony wiadomo, że w pamięci naszego ciała zapisane są wszystkie nasze przeszłe doświadczenia, z drugiej strony wiemy także, że jeśli uda nam się odbyć udaną psychoterapię nie będziemy już dłużej skazani na to, by nieświadomie, bezrefleksyjnie odreagowywać nasze emocje na własnych dzieciach lub kierować je przeciwko sobie. Dlatego też w drugiej części tej książki mówię o współczesnych ludziach, którzy zdecydowali się stawić czoło własnej historii i zobaczyć swoich rodziców w prawdziwym świetle. Niestety, często okazuje się, że choć terapia mogłaby zakończyć się sukcesem, tak się nie dzieje, ponieważ psychoterapeuta posłuszny jest nakazom tradycyjnej moralności i usiłuje narzucić je klientowi, co powoduje, że ten nie potrafi uwolnić się od przymusu okazywania miłości i wdzięczności swoim rodzicom. W ten sposób zapisane w jego ciele autentyczne emocje pozostają nadal stłumione, co powoduje, że dręczące go dolegliwości w dalszym ciągu się utrzymują. Sądzę, że wielu ludzi, którzy wielokrotnie poddawali się psychoterapii odnajdzie w tym, co tu napisałam odbicie własnych doświadczeń.

Snując rozważania na temat relacji: ciało i moralność dostrzegłam dwa jej aspekty, którymi, pomijając problem przebaczenia, dotychczas jeszcze się nie zajmowałam. Z jednej strony zaczęłam zastanawiać się nad tym, czym właściwie jest uczucie, które człowiek dorosły ciągle jeszcze nazywa miłością do rodziców? Z drugiej strony natomiast uzmysłowiłam sobie, że ciało człowieka przez całe życie szuka pokarmu, którego tak bardzo potrzebował on jako dziecko, lecz go nie otrzymał. To właśnie, moim zdaniem, stanowi źródło cierpienia wielu ludzi. (…)

Tradycja składania dzieci w ofierze stanowi trwały element większości kultur i religii, dlatego również w kulturze Zachodu jest przyjmowana i tolerowana jako rzecz zupełnie oczywista. Wprawdzie my już nie poświęcamy naszych córek i synów jak Abraham Izaaka na ołtarzu ofiarnym, ale niemal od chwili narodzin oczekujemy od nich, że będą nas kochać, szanować, obdarzać uwagą, że ich sukcesy wzmocnią nasze poczucie własnej wartości, krótko mówiąc, że dadzą nam wszystko to, czego nie dali nam nasi rodzice. Nazywamy to przyzwoitością i moralnością. Dziecko rzadko ma wybór. Niekiedy jego życie staje się jednym wielkim wysiłkiem, aby dać rodzicom to, czego nie ma i czego w ogóle nie zna, bo samo tego nigdy od nich nie otrzymało prawdziwą, bezwarunkową miłość, a nie tylko jej fasadę. Nie ustaje jednak w swych wysiłkach, bo mimo że jest już dorosłe, nadal uważa, iż potrzebuje swych rodziców i na przekór wszystkim rozczarowaniom ciągle jeszcze wierzy, że w końcu doświadczy od nich czegoś dobrego.

Jeżeli człowiekowi dorosłemu nie uda się od tej postawy uwolnić, może stać się ona przekleństwem jego życia. Opiera się bowiem na pozorach, przymusie i samo-oszukiwaniu.

Owo silne pragnienie wielu rodziców, aby dzieci ich kochały i szanowały, ma rzekomo swą legitymizację w czwartym przykazaniu. W audycji telewizyjnej na ten temat, którą przypadkiem obejrzałam, brali udział duchowni różnych wyznań. Wszyscy oni zgodnym chórem twierdzili, że dzieci zawsze mają obowiązek czcić swoich rodziców, niezależnie od tego, jak oni się z nimi obchodzą czy też obchodzili. Dziecko sytuowane jest więc przez nich na pozycji zależnej. Osoby wierzące nie zdają sobie sprawy z tego, że jako ludzie dorośli mają pełne prawo tę zależną pozycję opuścić. W świetle obecnego stanu wiedzy czwarte przykazanie zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność. Nakaz moralny może bowiem dotyczyć jedynie naszego postępowania, a nie naszych uczuć. Nie możemy się zmusić do odczuwania tego, czego nie czujemy ani do nieodczuwania tego, co czujemy. Możemy jedynie odszczepić nasze emocje, okłamywać siebie samych i próbować oszukać nasze ciało. Jednak, jak już mówiłam, wszystkie nasze emocje zapisane są w mózgu. Można je przywołać do świadomości, świadomie je przeżyć i przemienić w uczucia, których sens i przyczyny są dla nas jasne. Uda nam się tego dokonać, jeżeli znajdziemy osobę, która będzie nam towarzyszyć w naszej historii empatycznego, świadomego świadka.

Dziwaczny pomysł, że musimy kochać Boga, aby nas nie ukarał za nasz bunt i rozczarowanie, i obdarzył swą miłosierną miłością jest w takim samym stopniu wyrazem naszej dziecięcej zależności, jak uznanie, że Bóg podobnie jak nasi rodzice jest spragniony naszej miłości. Czyż nie jest to w gruncie rzeczy zupełnie groteskowa wizja? Najwyższa istota, która skazana jest na sztuczne, bo wymuszone przez nakazy moralne, uczucia przypomina bardzo naszych sfrustrowanych i zależnych rodziców. Tę istotę nazywać mogą Bogiem jedynie ci ludzie, którzy nigdy potrafili spojrzeć krytycznie na swoich rodziców i zakwestionować własnej zależności.

maj 15, 2008

O inteligencji emocjonalnej

Kategoria wpisu: Czwarta Droga, Psychologia — iza @ 1:08 przed południem
Tags: ,

Jakiś czas temu poruszyliśmy temat emocji i mechanizmów obronnych. W planie był cały cykl wpisów na ten temat i wokół niego, no ale cóż…. były inne rzeczy do zrobienia. Spróbuję nadrobić zaległości. W pierwszym wpisie wymienione zostały różne emocje. Podczas gdy w języku potocznym, a nawet często w literaturze psychologicznej emocje i uczucia używane są zamiennie, są jednak sytuacje, kiedy takie rozróżnienie jest wskazane:

emocje - względnie nietrwałe stany afektywne, o silnym zabarwieniu i wyraźnym wartościowaniu, poprzedzone jakimś wydarzeniem i ukierunkowane (Wikipedia). Inaczej mówiąc, są to automatyczne i krótkotrwałe reakcje organizmu, mające na celu przygotowanie organizmu do odpowiedniej reakcji. Teorii na temat emocji jest wiele, większość z nich zgadza się co do podziału emocji na pierwotne i wtórne, jako pierwotne wymieniając 4 pary: smutek-radość, odraza-akceptacja, strach-złość, zdziwienie-oczekiwanie. Natomiast emocje wtórne (przeważnie wyuczone) to ich kombinacje i wariacje.

uczucia - stany psychiczne wyrażające ustosunkowanie się człowieka do określonych zdarzeń, ludzi i innych elementów otaczającego świata, polegające na odzwierciedleniu stosunku człowieka do rzeczywistości. Uczucia stanowią świadomą interpretację emocji, dokonywaną na podstawie zakodowanych w pamięci człowieka wzorów kulturowych i doświadczeń oraz podyktowanej nimi oceny sytuacji. Ta sama emocja - rozumiana jako niezależny od woli proces psychiczny, będący reakcją organizmu na bodźce - może zostać zinterpretowana jako różne uczucia w zależności od sytuacji. Ponieważ rozpoznanie (uświadomienie sobie, zinterpretowanie) emocji jako określonego uczucia polega na nadaniu jej określonego znaczenia (związaniu jej z określonym pojęciem), uruchomiona zostaje wiedza o właściwych temu uczuciu konotacjach kulturowych. (na podstawie Wikipedii)

Wróćmy teraz do książki Daniela Golemana, Inteligencja emocjonalna: (więcej…)

maj 13, 2008

Ekspert ONZ wzywa do zbadania roli neokonserwatystów w zamachach z 11 września

Kategoria wpisu: Polityka, Wydarzenia bieżące, Świat wokół nas — iza @ 5:01 pm
Tags: ,

Poniżej przekład jednego z artykułów, na który powołał się Les Visible w Noam Chomsky, Biali Rycerze i 9/11

* * *

U.N. Official Calls for Study Of Neocons’ Role in 9/11
Eli Lake – N.Y. Sun, 10 kwietnia 2008

Nowo wybrany ekspert Rady Praw Człowieka ONZ wyznaczony do monitorowania Izraela, wzywa do oficjalnego zbadania roli, jaką mogli odegrać neokonserwatyści w atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku.

26 marca Richard Falk, emerytowany profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Princeton, został powołany przez jednomyślne głosowanie na nowo utworzone stanowisko do relacjonowania kwestii praw człowieka w konflikcie między Izraelem a palestyńskimi Arabami. Mimo że specjalizacją pana Falka są prawa człowieka i prawo międzynarodowe, od momentu ataku w 2001 roku poświęcił trochę swojego czasu na kwestionowanie tego, co nazywa „wersją oficjalną o 11 września”.

24 marca, w wywiadzie udzielonym gospodarzowi radiowemu i byłemu nauczycielowi akademickiemu Uniwersytetu Wisconsin, Kevinowi Barrettowi*, pan Falk powiedział, że „Najprawdopodobniej to głównie neokonserwatyści myśleli, że oto właśnie zaistniała w kraju i na świecie sytuacja, w której coś musiało się stać, żeby obudzić Amerykanów. Nie sądzę, żebyśmy w tej chwili mogli definitywnie odpowiedzieć na pytanie, czy wskazanie powyższego związku było z ich strony tylko niewinną spekulacją ,czy też nie. Możemy jedynie powiedzieć, że istnieje wiele podstaw do podejrzeń, że o ich uczestnictwie bądź nie uczestniczeniu w atakach powinno rozstrzygnąć przeprowadzone oficjalne, bezstronne śledztwo w rodzaju komisji od 11 września, i że nie zrealizowanie tego przedsięwzięcia jest oszukiwaniem Amerykanów oraz w pewnym sensie ludzi na całym świecie, i utrudnianiem im uzyskania większej pewności na temat tego, co naprawdę się wydarzyło, od tej, którą mają obecnie.
(więcej…)

maj 12, 2008

Uwięziony w lustrze

Kategoria wpisu: Psychologia — iza @ 2:41 pm
Tags:

Dziś wstęp do książki “Trapped In The Mirror” - dr Elan Golomb

Dorosłe dzieci narcystycznych rodziców i ich walka o prawdziwe Ja

Istnieje bardzo liczna grupa niezauważanych ofiar. Często nie szukają one pomocy, której potrzebują, nie rozpoznają bowiem, że cierpią z powodu problemu, dla którego istnieje rozwiązanie. Są to dzieci narcystycznych rodziców. Znam ich sytuację od środka, sama bowiem jestem jedną z nich.

Kiedyś przyjaciel zapytał mnie: “Kim są narcyzi? Czyż nie są to ludzie, który uważają siebie za kogoś wyjątkowego?” Odpowiedź brzmi: tak i nie. Wszyscy zdrowi ludzie mają się za szczególne, wyjątkowe jednostki, zdolne do osiągnięć i godne miłości, i nie jest przypadkiem, że dokładnie w ten sposób postrzegali ich w dzieciństwie rodzice. Ludzie stosunkowo wolni od cech narcystycznych (większość z nas jest nimi w pewnym stopniu obciążona) nie próbują wynosić się ponad innych. Nie są zainteresowani taką konkurencją. Mają kontakt ze swoimi emocjami i starają się postępować jak najlepiej i robić wszystko, co leży w ich możliwościach. Ich wzorce, zgodne z ich wewnętrznymi cechami, są realistyczne, bo ludzie ci mają dobre pojęcie o tym, kim są i co mogą osiągnąć (taka obiektywnosć nie jest bez znaczenia).

Narcyzi są zupełnie inni. Nieświadomie zaprzeczają nieujawnionemu i nieakceptowalnemu nędznemu obrazowi siebie poprzez napompowanie go. Zmieniają się w błyszczące, wspaniałe postacie, otoczone psychicznie nieprzenikalnym murem. Celem tego samooszustwa jest odgrodzenie się od dla budzącego grozę zewnętrznego krytycyzmu oraz od własnego morza wątpliwości.

(więcej…)

maj 10, 2008

Narcystyczna rodzina

Kategoria wpisu: Psychologia — iza @ 1:48 przed południem
Tags: ,

Psychoanalitycy zauważają, że zaburzenia narcystyczne stają się coraz bardziej powszechne. Koncentrują uwagę terapeutów w tej mierze, w jakiej na początku wieku skupiały ją histeria i nerwice obsesyjne. Zdaniem Christophera Lascha owo rozpowszechnienie jest wynikiem warunków społeczno-kulturowych: „Narcyzm wydaje się najlepszym sposobem radzenia sobie z napięciami i niepokojami współczesnego życia. Panujące warunki społeczne uwypuklają cechy narcystyczne, które są obecne, choć w różnym stopniu, w każdym z nas”. Zdaniem J.Kovela do tych warunków należą: rozniecanie infantylnych pragnień przez reklamę, przypisywanie sobie autorytetu rodzicielskiego przez media i szkołę oraz racjonalizacja życia wewnętrznego wraz z towarzyszącą jej fałszywą obietnicą osobistego spełnienia. Cechy narcystyczne, takie jak łatwość w wywieraniu na innych dobrego wrażenia czy nieumiejętność zawiązywania bliskich relacji, preferują u swoich pracowników duże firmy i organizacje.

Warunki społeczno-kulturowe przekształciły także rodzinę, w której kształtuje się podstawowa struktura osobowości. Zbiorowość, która obawia się, że nie ma przed nią przyszłości, nie będzie poświęcała nadmiernej uwagi potrzebom następnego pokolenia, zaś wszechobecne poczucie braku ciągłości historycznej – plaga naszego społeczeństwa – jest szczególnie destrukcyjne właśnie dla rodziny. Wysiłki rodziców, aby dziecko czuło się kochane i chciane, nie wystarczą, by zamaskować podskórny chłód – oddalenie tych, którzy mają niewiele do przekazania następnemu pokoleniu i przyznają pierwszeństwo własnemu prawu do samorealizacji. Mieszanka emocjonalnego dystansu i prób przekonania dziecka o jego uprzywilejowanej pozycji w rodzinie – oto niezawodny przepis na narcystyczną strukturę osobowości.

[cytat stąd]

Istnieje bardzo liczna grupa niezauważanych ofiar. Często nie szukają one pomocy, której potrzebują, nie rozpoznają bowiem, że cierpią z powodu problemu, który daje się rozwiązać. Są to dzieci mniej lub bardziej narcystycznych rodziców. Aczkolwiek jest możliwe, że jeden z rodziców (albo obydwoje) może cierpieć na narcystyczne (albo inne) zaburzenie osobowości, nie o to tym razem chodzi. Stosowany tutaj termin narcystyczny używany jest raczej w sensie opisowym niż klinicznym.
(więcej…)

maj 5, 2008

UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (3)

Kategoria wpisu: Nauka, Polityka, Zagrożenia dla Ziemi, Świat wokół nas — iza @ 7:09 pm
Tags: ,

Możliwe wymiary problemu UFO

Na ile więc poważny jest problem UFO? Czy rzeczywiście obcy są wśród nas? A jeśli są, to czego chcą?

Opierając się wyłącznie na faktach, dochodzimy do wniosku, że zjawisko UFO zawsze było globalne. Nie jest to – jak ciągle uważa część Amerykanów – wyłącznie amerykańska przypadłość, ani dotyka tylko południowo-zachodnich stanów. Rzeczowi, godni zaufania ludzie ze wszystkich warst społecznych ralacjonowali pojawianie się niekonwencjonalnych obiektów w Ameryce Północnej i Południowej, w Europie, Afryce, Azji, Australii, na Antarktydzie, nad głównymi akwenami na całym świecie, a nawet w przestrzeni kosmicznej.

UFO są także obiektami jak najbardziej rzeczywistymi, a nie jedynie zjawiskami atmosferycznymi. Nie twierdzę, że nie zdarza się czasem wziąć jakichś zjawisk atmosferycznych za latające spodki, jednak istotne przypadki UFO odnoszą się do rzeczywistych obiektów o niekonwencjonalnej konstrukcji (tj. o kształcie dysków), zdolnych do osiągania niewiarygodnej prędkości i do wykonywania takichże manewrów. Jeśli jakiś obiekt jest obserwowany wizualnie, śledzony na radarze, jeśli nie jeden, a wielu pilotów nieugięcie utrzymuje, że to, co widzieli, było realnym obiektem, to jedyny sensowny z tego wniosek jest taki, że mamy do czynienia z czymś realnym.
(więcej…)

maj 3, 2008

UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (2)

Kategoria wpisu: Nauka, Polityka, Zagrożenia dla Ziemi, Świat wokół nas — iza @ 1:46 przed południem
Tags: ,

Stan bezpieczeństwa narodowego

– Myślimy, że jesteśmy jak Luke Skywalker – powiedział jeden z moich przyjaciół – a tymczasem faktycznie jesteśmy jak Darth Vader. USA jest nominalnie republiką wolnych ludzi, w rzeczywistości jednak jest to oligarchiczne imperium, mgliście świadome własnego wewnętrznego i zewnętrznego ucisku. Terminu „stan bezpieczeństwa narodowego” używam do opisania amerykańskich struktur władzy – to poręczny sposób na określenie zarówno środowisk wojskowych i wywiadowczych, jak również kół, które na nich żerują, takich jak koncerny przemysłu zbrojeniowego i inne mętne, podziemne twory. Ich głównymi atrybutami są tajność, bogactwo, siła, niezależność i kłamstwo.

(więcej…)

kwiecień 30, 2008

UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (1)

Kategoria wpisu: Nauka, Zagrożenia dla Ziemi, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 11:49 pm
Tags: ,

Pierwsza część naszego przekładu wstępu do książki Richarda M. Dolana “UFOs and the National Security State”.

„Sprzeczność w logice formalnej jest sygnałem niepowodzenia. Jednak w rozwijaniu prawdziwej wiedzy oznacza ona pierwszy krok na drodze wiodącej w kierunku zwycięstwa.”

- Alfred North Whitehead

„Błędem jest uważać, że nauka składa się wyłącznie z ostatecznie dowiedzionych twierdzeń, a wymaganie, żeby tak było, jest wręcz niesprawiedliwe. Żądanie takie wysuwają jedynie ci, którzy łakną autorytetu i czują potrzebę zastąpienia religijnego katechizmu czymś innym, chociażby katechizmen naukowym”.

- Sigmund Freud

„W każdym domu jest jakiś kościotrup”. - Anonim

Problem UFO

W problem UFO przez ponad 50 lat zaangażowany był personel wojskowy na całym świecie, a sam problem owiany jest mgłą tajemnicy. Na przestrzeni lat wyszło jednak na jaw dostatecznie wiele faktów, żebyśmy mogli wyobrazić sobie, jak wygląda cały obraz. Starałem się wykorzystać te klocki do skonstruowania przejrzystej historycznej relacji skupiającej się na wymiarach narodowego bezpieczeństwa.

Jako że temat jest tak powszechnie ośmieszany, należy uwydatnić powód, dla którego jest on wart poważnego zainteresowania. Historie o dziwnych obiektach na niebie sięgają daleko w przeszłość, ale problem ten nie przyciągnął większej uwagi aż do II Wojny Światowej. W owym czasie personel wojskowy aliantów i krajów osi donosił o niecodziennych obiektach na niebie, ostatecznie znanych jako foo fightery. Z perspektywy czasu taki rozwój wypadków nie jest zaskakujący. Po pierwsze, po raz pierwszy ludzka awiacja stała się powszechna. Tysiące pilotów uzyskało nagle tę nigdy wcześniej nie posiadaną możliwość widzenia tego, co dzieje się ponad chmurami. Drugim powodem było wynalezienie radaru, który elektronicznymi środkami przedłużył zasięg ludzkiego wzroku. W czasie wojny większość badaczy zakładała, że te dziwne widywane obiekty miały związek z samą wojną, stanowiły anomalię towarzyszącą nowym metodom wykrywania albo też mogły być eksperymentalnym statkiem powietrznym wroga.

Mając to na uwadze, można by oczekiwać, że obserwacje takie znikną z rokiem 1945, po zakończeniu wojny. Zamiast tego ich ilość wzrosła. W Europie w 1946 roku i w Ameryce w roku 1947 ludzie widzieli – i zdawali z tego relacje – obiekty, których nie dawało się wyjaśnić w żaden konwencjonalny sposób. Gdziekolwiek się one pojawiały, z absolutnie niezrozumiałych powodów dochodzenie przejmowały dowództwa wojskowe. Nieznane obiekty, często pozostawiające ślady na radarach oraz obserwowane wizualnie, latały w strefach powietrznych państw, a w przypadku Stanów Zjednoczonych – nad drażliwymi urządzeniami wojskowymi. Wojna była zakończona. Co się zatem działo?

(więcej…)

kwiecień 24, 2008

Noam Chomsky, Biali Rycerze i 9/11

Kategoria wpisu: Polityka, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 2:32 przed południem
Tags: , ,

Dziś publikujemy nasz przekład dwóch wpisów Les Visible na jego blogu Smoking Mirrors. Chyba nie jestem teraz w stanie nic od siebie do tego dodać. Przeczytajcie sami.

Les Visible
Czasem pisanie tego bloga nie jest zabawne

Czasem pisanie tego bloga nie jest zabawne. Ciągle ci sami gracze zawzięcie nacierający na te same ofiary, by za chwilę załamywać ręce i śpiewać o tym, jak to „nikt nie zna tych problemów, które ja widzę”.

Mam całe mnóstwo linków – linki o izraelskich kierowcach autobusów rozmyślnie rozjeżdżających palestyńskie dzieci na drogach, o Jessiem Ventura [były gubernator Minnesoty] przyznającym, że 9/11 nie jest tym, co ci wciskają, o tym, jak Izrael zamierza zetrzeć Iran z powierzchni Ziemi i linki na temat tego, kim naprawdę jest Al Sadr i co naprawde dzieje się w Iraku. Mam linki na temat tego, w jaki sposób Izraelczycy sa nazistami i o wymierających pszczołach, i jak (chichot) rzekomo antyizraelscy lewicowi blogerzy, tacy jak Daily Kos, wybierają się do Sderot po prawdziwe informacje o tym, co się naprawdę dzieje.

(więcej…)

kwiecień 23, 2008

Charakteropatie - paranoidalne i in.

Kategoria wpisu: Polityka, Psychologia, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 10:29 przed południem
Tags: , ,

Charakteropatie paranoidalne

Charakterystycznym sposobem zachowania się osób paranoidalnych jest to, że są one zdolne do względnie poprawnego rozumowania i dyskusji, póki rozmowa dotyczy spraw ich zdaniem mniejszej wagi. Kończy się to raptownie, kiedy argumenty rozmówcy podważają ich idee nadwartościowe, zaczynają kruszyć utrwalone stereotypy myślenia, albo zmuszają do uznania wniosku uprzednio podświadomie odrzuconego. Takim postępowaniem wyzwalamy u nich potok wypowiedzi paralogicznych, pełnych paramoralizmów i często obrażających rozmówcę, ale zawsze w jakimś stopniu sugestywnych.

(więcej…)

kwiecień 16, 2008

O patologicznych komentarzach

Kategoria wpisu: Psychologia, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 1:21 przed południem
Tags: , , ,

W ostatni piątek, po równym miesiącu, ponownie zagościł* na naszym blogu “ija” zostawiając taki oto tym razem komentarz:

“pracowniaiv zmien dilera, bo ktos sie w koncu zainteresuje twoimi nazistowskimi zapedami i plaszczyk niegroznego szalenca od teorii spiskowych ci nie pomoze, wez sie czlowieku wyluzuj”

Przypomnijmy sobie jego poprzedni wpis:

“Towarzyszu Pracowniaiv, dziekuje za publikacje informacji. Mam nadzieje, ze zdajecie sobie sprawe, ze ten swiat tak dziala od swoich poczatkow, ze psychopaci za was cierpia, tocza wojny, pisza pewne wiersze. Bez psychopatow ten swiat bylby nudny jak wroble na drucie telefonicznym, jak kury bez koguta albo jak towarzysza teksty. Do zobaczenia na froncie! (bedzie bum bum)”

Co o tym myśleć? Jaki cel może mu przyświecać i co z tym fantem zrobic?

(więcej…)

kwiecień 8, 2008

Tu i teraz

Kategoria wpisu: Czwarta Droga, Ezoteryka — pracowniaiv @ 12:27 przed południem
Tags: , , ,

Czytałam dziś pewien tekst W. Eichelbergera i natknęłam się na zdanie:

…pogrążenie się we wspomnieniach albo snucie wizji przyszłości stanowi zgubny nawyk umysłu, pozbawiający nas szansy na pełne przeżywanie naszego powszedniego “tu i teraz”.

i zaczęłam się zastanawiać, na ile różnych sposobów można zrozumieć owo “tu i teraz”. Przypomniał mi się akapit, którym Laura Knight-Jadczyk kończy swój rozdział mówiący m.in. o Trzech Siłach (tak, tak, będzie o tym… niedługo) w książce “The Secret History of The World” (cytuję w moim ‘zgrubnym’ przekładzie):

Wracając do przykładu z pieczeniem chleba: w pewnych wypadkach mąka może być “prawdą”, a ogień - “kłamstwem”, woda natomiast może być określoną sytuacją, w której pierwsze dwie się spotykają i oddziaływują ze sobą [nawiązanie do jednego z najczęściej podawanych w ezoteryce przykładów Trzech Sił]. Jeśli Wrażenia są “pożywieniem”, to zasada ta winna być rozważana z dużą uważnością, kiedy mamy do czynienia z “przyjmowaniem Wrażeń” czy też “przyswajaniem wpływów ‘B’” - co jest procesem stosowania Prawa Trzech to danej sytuacji czy dynamiki naszego życia i “Myślenia Młotem” (”Thinking with Hammer”). Zaczynamy też rozumieć, że Miłość, tak jak i Bóg, ma wiele twarzy w Kreacji. Uświadamiamy sobie również, dlaczego taka wiedza jest dozowana początkującym: jakże łatwo jest to rozumienie przekręcić, wypaczyć i nadużyć.

(więcej…)

kwiecień 2, 2008

Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie - Notka

Kategoria wpisu: Nauka, Zagrożenia dla Ziemi — pracowniaiv @ 3:12 pm

Krótka informacja dla Czytelników, na wszelki wypadek:

Wciąż trwa praca przy tłumaczeniu tekstu o Czarnej Śmierci i co kilka dni pojawia się nowy fragment. Zachęcam więc do zaglądania od czasu do czasu do tego artykułu. Powoli zbliżamy się do końca.

Update: Przekład zakończony, artykuł jest kompletny.

kwiecień 1, 2008

Eksterminacja szkół publicznych w USA

Kategoria wpisu: Polityka, Różne, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 10:50 pm
Tags: , ,

Chcielibyśmy dziś przedstawić uwagi związane z raportem dotyczącym zmian, jakie aktualnie zachodzą w szkolnictwie w Stanach Zjednoczonych. Zmiany te nie są dopiero planowanym procesem, wiele z tego już się stało w niektórych rejonach i sukcesywnie się rozrasta. I chociaż raport skupia się wyłącznie na sektorze szkolnictwa, ten sam proceder – przejmowanie kontroli przez prywatne korporacje – można zaobserwować we wszystkich dziedzinach uważanych dotychczas za społeczne. Studiowanie skutków określonej polityki, które dają się już odczuć w innych państwach może i powinno służyć wyciąganiu nauk i prowadzić do wystrzegania się na własnym podwórku oczywistych i katastrofalnych w skutkach błędów.

(więcej…)

marzec 18, 2008

Sztuka iluzji

Kategoria wpisu: Nauka, Polityka, Psychologia, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 10:29 pm
Tags: ,

Było ostatnio poważnie, dziś (pozornie) nieco mniej poważnie. Poniższy tekst jest luźnym przekładem wpisu na blogu Allena Bransona.

Iluzje są zabawne. Najlepsi iluzjoniści przeszli do historii owiani mitem legendy. Kiedy pada nazwisko Houdini, nie trzeba już nic dodawać. Twój umysł napełni się obrazami ucieczek, zdających się przekraczać ludzkie możliwości.

Największą jednakże iluzją wszechczasów jest ta, której nie możemy zobaczyć. Jest tak dobra, wszechobecna i wiarygodna, że nie do wykrycia. Mam na myśli iluzję, która rozgrywa się w twojej głowie. To, że widzisz świat takim jakim jest, to tylko złudzenie. Nieprawda, nigdy go takim nie widzisz.

Bardzo prosty przykład możesz zobaczyć (…)

Ups… I tu mamy mały problem. WordPress.com nie lubi animacji. Zamiast więc konwertować pliki, ładować je gdzie indziej itd., zamieściliśmy ten artykuł Tutaj. Przepraszamy Czytelników ze tę niedogodność. Dla rekompensaty - obrazek pokazujący konflikt między prawą i lewą półkulą mózgu. Zabawa polega na wypowiadaniu nazw kolorów poszczególnych słów, a nie na czytaniu tego, co jest napisane. Spróbuj sam! Nie takie to łatwe, prawda?

iluz_kolor

Prawa półkula próbuje nazywać kolory, podczas gdy lewa upiera się przy odczytywaniu słów.

marzec 17, 2008

Legenda o Narcyzie

Kategoria wpisu: Książki, Psychologia — gemikes @ 11:40 pm
Tags: ,

Fragment książki pt. “Dramat Udanego Dziecka” Alice Miller.

“LEGENDA O NARCYZIE opowiada o tragedii utraty siebie, o tak zwanym zaburzeniu narcystycznym. Przeglądający się w wodzie Narcyz zakochuje się w swym pięknym obliczu, które z pewnością napawało dumą jego matkę. Nimfa Echo odpowiada na wołanie młodzieńca, którego piękno ją zauroczyło. Słowa Echo wprowadzają Narcyza w błąd. Oszukuje go także własne odbicie w wodzie, ukazując jedynie doskonałą, wspaniałą część jego osoby, skrywając jednak przed nim pozostałe jej aspekty. Na przykład, jego plecy i cień są przed nim ukryte, nie należą do ukochanego obrazu, zostają wyparte.
Ten etap samozachwytu możemy porównać z fazą manii wielkości, a następny — z niszczącą tęsknotą za sobą samym — z depresją. Narcyz pragnął być jedynie pięknym młodzieńcem, całkowicie odrzucił swoje prawdziwe Ja, chciał stopić się z cudownym obrazem. Prowadzi to do rezygnacji z siebie, do śmierci lub jak u Owidiusza — do przemiany w kwiat. Śmierć jest logiczną konsekwencją fiksacji na fałszywym ja. Same piękne i przyjemne uczucia nie wystarczają, aby utrzymać nas przy życiu, by czynić nasze istnienie głębokim, cennym i pełnym decydujących wglądów. Często to właśnie te niewygodne, nieprzystosowane uczucia, przed którymi najchętniej byśmy uciekli — niemoc, wstyd, zawiść, zazdrość, pomieszanie, wściekłość, smutek — mają dla życia decydujące znaczenie. W relacji terapeutycznej możemy doświadczyć tych uczuć, zrozumieć je i uporządkować. W tym sensie przestrzeń, jaką wyznacza sytuacja terapeutyczna, jest zwierciadłem naszego wewnętrznego świata, o ileż bogatszego od pięknego oblicza Narcyza. Narcyz jest zakochany w swoim wyidealizowanym obrazie, ale ani wielkościowy, ani depresyjny “Narcyz” nie potrafi pokochać siebie naprawdę. Jego zachwycenie własnym fałszywym ja udaremnia nie tylko pokochanie innych, ale na przekór wszelkim pozorom również miłość do najbliższej mu istoty — do samego siebie.”

marzec 14, 2008

Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie

Kategoria wpisu: Nauka, Zagrożenia dla Ziemi — pracowniaiv @ 8:44 pm
Tags: , , ,

[oryginalny artykuł]

Laura Knight-Jadczyk

o książce New Light on the Black Death: The Cosmic Connection [Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie]
Autor: Mike Baillie, dendrochronolog z Queen’s University, Belfast, Irlandia

http://home.swbell.net/a1star1/]
[from: http://home.swbell.net/a1star1/]

Właśnie skończyłam czytać tę książkę i jedyne co mogę powiedzieć to: Wow! Jest to niesamowicie głęboka książka! Nie jest długa, ma jedynie 208 stron wliczając uzupełnienie. Jest zwięzła i na temat, bez żadnych niepotrzebnych słów i owijania w bawełnę. Każdy przykład oraz chwilowe odejścia od głównego tematu są znaczące dla głównej idei, która jest taka (trzymajcie się!): Mike Baillie (tak, prawdziwy naukowiec, a nie jakiś tam dziwak), twierdzi że Czarna Śmierć (dżuma), jedna z największych epidemii w historii ludzkości, która zabiła prawdopodobnie dwie trzecie całej ludności Europy, nie wspominając milionów ofiar na całej planecie, prawdopodobnie nie była plagą dżumy, ale zagładą wywołaną przez Kometę (komety)!

O tak! Niewiarygodne, czyż nie?

(więcej…)

marzec 13, 2008

Katastrofalne zjawiska w epoce brązu

Kategoria wpisu: Nauka, Zagrożenia dla Ziemi, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 1:42 przed południem
Tags: , , , ,

Poniższym artykułem - przypomnieniem konferencji naukowej sprzed ponad 10 lat - chcielibyśmy zapoczątkować cykl wpisów dotyczących tego, o czym mówi się niewiele, jeśli już się mówi, to przeważnie nierozsądnie i wokół czego narosło mnóstwo mitów, przekłamań i taniej sensacji. Czyli - co się działo i dzieje na niebie, co to może oznaczać i co może z tego wyniknąć. Przejdźmy więc do artykułu.

(więcej…)

luty 8, 2008

Ideał Zachodu — panowanie nad światem niewolników

Kategoria wpisu: Polityka, Świat wokół nas — pracowniaiv @ 3:40 pm

Poniższy artykuł został napisany ponad dwa lata temu, ale nic nie stracił ze swojej aktualności w kontekście USA. Co dziwi (w negatywnym sensie), to komentarze pozostawiane w tych paru miejscach w Internecie, gdzie został on opublikowany. Żeby to chociaż była polemika, ale niestety nie, same epitety… No cóż, jak świat światem tak właśnie działają “wyznawcy [dowolnego] jedynie słusznego poglądu” - inaczej nie potrafili, nie potrafią i pewnie nie będą potrafili.

(więcej…)

styczeń 30, 2008

Podstępny mechanizm obronny - strategia samoutrudniania

Kategoria wpisu: Psychologia — pracowniaiv @ 8:51 pm

Blog Arka Układ Otwarty bierze udział w konkursie na Blog Roku. Można na niego zagłosować wysyłając SMS o treści E00181 [E-zero-zero-181] na numer 71222. Koszt 1,22 zł brutto. Głosujemy do 19 lutego 2008.

*********************************************************************

[poniższy tekst zaczerpnięty został stąd]

Choć z pozoru informacja ta może wydawać się nieistotna, jest w tej chwili siedem minut po pierwszej w nocy. Za dziewięć godzin i trzydzieści osiem minut rozpocznie się kolokwium, w którym będę brał udział. Jest to bardzo ważny sprawdzian, ja zaś zamiast spać, lub chociażby powtarzać materiał z podręcznika zasiadam właśnie do komputera. Choć może nie jest to najlepsza pora na rozpoczynanie pracy, gwarantuję sobie w ten sposób jedno: dobry nastrój niezależnie od wyników testu.

Porzućmy jednak osobiste dygresje i wyobraźmy sobie pewnego lekkoatletę. Startuje on w biegu na 100 metrów, którego wynik może zadecydować o dalszej karierze sportowca. Jego konkurenci stoją już na bieżni i kończą rozgrzewkę, on zaś nie wyszedł jeszcze z szatni, pochłonięty przypadkową rozmową. Niemal w ostatniej chwili zdejmuje dres i staje w blokach startowych. Nietrudno zgadnąć, że bez rozgrzewki ma niewielkie szanse na zwycięstwo. W sposób świadomy zredukował szansę wygranej. Dlaczego zatem postąpił tak nieracjonalnie?

(więcej…)

Następna strona »

Blog at WordPress.com.